Znajdź pracę SZYBCIEJ!

Zarejestruj się
w logo
i otrzymaj
darmowy e-book!

DARMOWY E-BOOK!

book

Zostań młodym profesjonalistą!

Zdobądź pracę swoich marzeń!

ZAREJESTRUJ SIĘ

sonda

Kopernik twórcą kanapki? Naukowi żatownisie trzymają sie mocno!

http://youngpro.pl/uploads/artykuly/artykul_8fffeb2e71357376.jpg
Kopernik twórcą kanapki? Naukowi żatownisie trzymają sie mocno!

Mikołaj Kopernik to pionier epidemiologii i zwyczaju smarowania chleba masłem – ten dowcip był tylko zabawą dwójki uczonych, ale do dziś niektórzy sądzą, że jest prawdą. Naukowe żarty mogą wywołać zamieszanie, ale też demaskować nieuczciwość i ignorancję.

W 1520 roku, kiedy Mikołaj Kopernik dowodził obroną Olsztyna przed Krzyżakami w trosce o zdrowie żołnierzy wprowadził zwyczaj smarowania chleba masłem. Dzięki jego "wynalazkowi" było wiadomo, że obrońcy spożywają czyste kanapki, unikają zarazków i epidemii. Dlaczego? Kanapka przecież zawsze spada masłem do ziemi, więc brud na maśle jest od razu doskonale widoczny. Zabrudzoną kanapkę łatwo można zidentyfikować i wyeliminować z menu.

Ten żart naukowy wymyśliło dwóch amerykańskich historyków medycyny, którzy przekonywali, że sensacyjne informacje o przeszłości Kopernika znaleźli w niemieckich archiwach. Opublikowany w 1973 roku w prestiżowym „American Journal of Medicine” dowcip miał być „odtrutką” na huczne obchody urodzin 500-lecia astronoma. – Napisany przez nich artykuł zachowywał jednak pozory naukowości: miał odniesienia do źródeł w przypisach, przeszedł wszystkie niezbędne recenzje, dlatego ufnego czytelnika łatwo wprowadzał w błąd – mówi w rozmowie z PAP dr hab. Jarosław Włodarczyk z Instytutu Historii Nauki PAN.

Artykuł sprawiał wrażenie wiarygodnej informacji i znalazło się wielu czytelników, którzy w tę opowieść uwierzyli. Z czasem mit zaczął żyć własnym życiem. – Nie chodziło tylko o zwyczaj smarowania chleba masłem, ale o powód, dla którego Kopernik miał ten zwyczaj wprowadzić: walka o zdrowie żołnierzy. Kopernik byłby zatem nie tylko zwykłym lekarzem, który stosował tradycyjne lekarstwa, ale też jednym z pionierów epidemiologii. Dlatego jego nazwisko zaczęło pojawiać się w niektórych opracowaniach historyków medycyny – wyjaśnia rozmówca PAP.

Autorami innego naukowego dowcipu byli uczniowie paleontologa Gerharda Hahna. Podczas konferencji na jego cześć wygłosili referat będący w ich zamyśle jedynie naukowym dowcipem. –Zazwyczaj podczas tego typu konferencji w dobrym tonie jest, by choć jeden referat był utrzymany w tonie żartobliwym, rozładowującym pompę. Tak też się stało: trójka autorów napisała artykuł o strunowcach prekambryjskich – mówi dr Włodarczyk.

Młodzi uczeni wymyślili też fantastyczną metodę odkrywania wyglądu tych strunowców. Posłużyli się „fotografią powidokową”, wykonując zdjęcia kamieni które zachowywały pamięć o wydarzeniu z odległej przeszłości.

– Podczas konferencji wszyscy się dobrze bawili. Mleko się rozlało trochę później, bo artykuły z konferencji ukazały się w specjalnym numerze szacownego czasopisma. Z kolei abstrakty tych artykułów funkcjonowały w naukowych bazach danych. Czytając jedynie abstrakt żartobliwego artykułu, nie można było się przekonać, czy tekst był żartem, czy prawdą – wyjaśnia dr Włodarczyk.

Każdy, kto przeczytał cały artykuł, orientował się natychmiast, że jest to zabawa. Jednak ci, którzy zapoznali się jedynie abstraktem, włączali niekiedy artykuł do swojej literatury przedmiotu. – Niechcący demaskowali w ten sposób, że nie czytają cytowanych przez siebie artykułów. Ten żart okazał się więc sprawdzianem ich uczciwości – podkreśla historyk nauki.

Czy takich przypadków może być więcej? – Mam nadzieję, że tak, bo jak widać żarty nieoczekiwanie mogą pełnić oczyszczającą funkcję – mówi rozmówca PAP.

Najsłynniejszym żartem naukowym ostatnich lat była prowokacja nowojorskiego fizyka Alana Sokala. – Do pisma zajmującego się filozofią i postmodernizmem napisał artykuł, w którym posługiwał się językiem charakterystycznym dla artykułów filozoficznych. W tekście odwoływał się do prac fizycznych, mechaniki kwantowej, teorii względności, ale też do prac feministycznych. Była to mieszanka, jaką często posługują się postmodernistyczni humaniści – opisuje dr Włodarczyk.

– Tekst „Transgresja granic: ku transformatywnej hermeneutyce kwantowej grawitacji” był jedynie prowokacją. Miał pokazać, że używając określonej konwencji językowej, można poruszać dowolną tematykę. Zarówno z punktu widzenia fizyki, jak i humanistyki artykuł był kompletnie bezsensowny i nie prowadził do żadnych wniosków - wyjaśnia historyk nauki.

Zaraz po publikacji prowokacyjnego artykułu Sokal na łamach prasy - m.in New York Timesa - zdemaskował swoje postępowanie. Sprawa stała się bardzo głośna. – Sokal chciał pokazać, że nie można używać terminologii, której się nie rozumie, tylko po to, by nasz tekst wyglądał poważniej – mówi dr Włodarczyk.

Zdaniem uczonego dobrze przemyślane żarty naukowe mogą uczynić sporo dobrego. Wiedza i zdrowy rozsądek pozwalają szybko zorientować się, co jest prawdą, a co nie. W przypadku historii Mikołaja Kopernika wystarczyło poszukać źródeł, na które powoływali się autorzy dowcipu. Łatwo było przekonać się, że takie źródła po prostu nie istnieją.

PAP - Nauka w Polsce, Ewelina Krajczyńska





2013-01-04 ,