Znajdź pracę SZYBCIEJ!

Zarejestruj się
w logo
i otrzymaj
darmowy e-book!

DARMOWY E-BOOK!

book

Zostań młodym profesjonalistą!

Zdobądź pracę swoich marzeń!

ZAREJESTRUJ SIĘ

sonda

Wolontariat zagraniczny z AIESEC, Tajwan - wywiad z Karoliną Radke

http://youngpro.pl/uploads/artykuly/artykul_76aa1c97b12738165.png
Wolontariat zagraniczny z AIESEC, Tajwan - wywiad z Karoliną Radke
By napić się dobrej bubble tea trzeba odwiedzić Tajwan. Karolina, która opowiada o swoich doświadczeniach związanych z wolontariatem zagranicznym z AIESEC – tak zrobiła. Przez dwa miesiące, na własne życzenie, stała się częścią świata aborygenów tajwańskich. Jej pobyt na Tajwanie jest dowodem na to, że wolontariat to okres w którym możemy poznać nie tylko państwo w którym jesteśmy, jego kulturę czy mieszkańców, ale także siebie.


Youngpro.pl: Odbyłaś wolontariat zagraniczny z AIESEC. Co wpłynęło na Twoją decyzję odnośnie wyjazdu zagranicę?
Karolina Radke: Moja decyzja o wyjeździe z AIESEC nie była inspirowana żadną historią znajomego, który wcześniej taką przygodę przeżył. Była to decyzja indywidualna i dość spontaniczna. Co prawda, już wcześniej szukałam różnych opcji, aby wyjechać za granicę na studia lub na staż/praktykę. Zawsze jednak ograniczałam się do możliwości oferowanych przez uczelnie. Dopiero po pierwszym roku studiów magisterskich znalazłam AIESEC i jego oferty – okazały się one dla mnie najlepsze. Szukałam pomysłu na wakacje. Chciałam wykorzystać wolny czas nie tylko na dobrą zabawę i przygodę, ale przede wszystkim na robienie czegoś wartościowego zarówno dla siebie, jak i dla innych.

Dlaczego właśnie Tajwan?
Powody są w zasadzie 2. Pierwszy z nich to fakt, że poszukując ofert wolontariatów skupiałam swoją uwagę na Azji Wschodniej i Południowej. Było to uwarunkowane tym, że ten region świata jest moją specjalnością na studiach. Stąd wybór kierunku był naturalny. Skonfrontowanie wiedzy zdobytej na studiach z praktyką było kuszącą propozycją. Drugi powód to sama oferta wolontariatu. Zdecydowałam się na uczenie języka angielskiego w fundacji „Bookhouse”, która mieści się w prowincji Taitung w południowo – wschodniej części wyspy. Opcja ta była dla mnie na tyle atrakcyjna, ponieważ fundacja ta działa głównie na rzecz dzieci wywodzących się z rodzin aborygeńskich. Ponieważ kultury rdzenne od zawsze były moją pasją - nie wyobrażałam sobie nie skorzystania z okazji stania się przez okres dwóch miesięcy częścią świata aborygenów tajwańskich.

Czego dotyczył Twój wolontariat? Czym się zajmowałaś?
Mój wolontariat dotyczył prowadzenia zajęć z języka angielskiego dla dzieci uczęszczających do szkoły podstawowej oraz gimnazjum. Z tą pierwsza grupą oprócz zajęć skupionych typowo na nauce języka, prowadziłam też warsztaty. Podejmowały one tematykę związana z kulturą Polską oraz różnic kulturowych dwóch krajów: Tajwanu i Polski. Podczas tych warsztatów hitem okazały się przygody Bolka i Lolka, które dzieciaki na Tajwanie pokochały, prosząc z niecierpliwością o kolejne odcinki tej kreskówki. Jeśli idzie o młodzież z gimnazjum – z nimi prowadziłam zajęcia z wiedzy o świecie. Ponieważ język angielski dzieciaków był na bardzo niskim poziomie musiałam wykazać się nie lada kreatywnością w przygotowywaniu zajęć. Mój wolontariat zaliczał się do projektu Culture. Polecam go osobom, które odnajdują przyjemność w nauczania, ale również tym, które lubią wystąpienia publiczne. Niejednokrotnie musiałam opowiadać o kraju mojego pochodzenia przed dużą widownią, zarzucając co chwila pytaniami dotyczącymi Polski. Wolontariat tego typu polecam szczególnie tym, którzy lubią mówić, ale też – słuchać, uczyć się nowych rzeczy… bo podczas wolontariatu takich okazji jest bez liku.

Czego nauczyłaś się wolontariatu zagranicznego? Jakie umiejętności rozwinął w Tobie pobyt na Tajwanie?
Pobyt na Tajwanie dał mi wiele. Nauczyłam się jak obcować z nową, zdecydowanie różną od swojej kulturą. Azjaci nie należą do otwartego społeczeństwa. Są uprzejmi, pomocni i przyjaźnie nastawieni do obcokrajowców, jednak tworzą pewien dystans. Ponieważ to kultura wysoko kontekstowa zajęło mi sporo czasu i pracy, aby przekonać ich do siebie. Mi się udało. Śmiało mogę stwierdzić, że powstały między nami więzi przyjaźni na całe lata. Musiałam również przyzwyczaić się do azjatyckiego modelu zarządzania zespołem. Moja przełożona bardzo zaangażowanie obserwowała moją pracę, udzielając ciągłych feedbacków. To co naprawdę cenie wśród azjatyckich studentów, a zarazem często brakuje mi tego w Polsce to fenomenalne zgranie grupy w której się pracuje. Do tej pory, nigdy wcześniej nie pracowałam w tak sprawnym zespole. Mimo tego, że praktycznie w ogóle się nie znaliśmy. Chęć niesienia pomocy oraz ogromne wsparcie udzielane sobie wzajemnie przez osoby działające w tym samym celu było ogromne, wpływało na efekt pracy jak i jej jakość.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem w trakcie wolontariatu?
Podczas wolontariatu sporym wyzwaniem było dla mnie nauczenie się funkcjonowania w świecie, gdzie wszystkie ważne informacje są zapisane w znakach chińskich. Mimo iż znam podstawy chińskiego w odmianie mandaryńskiej, nie było to szczególnie przydatne ponieważ na Tajwanie obowiązuje tradycyjny chiński, różniący się w zapisie od mandaryńskiego.

Oczywiście, od początku do końca zaskakiwały mnie potrawy i napoje serwowane na Tajwanie. Praktycznie wszystkie smakołyki od deserów lodowych po pieczywo zawierały czerwoną fasolę która tam traktowana jest jako idealny składnik do łakoci – podobnie jak z czekoladą u nas. Wszędobylskie tofu, podawane na dziesiątki sposobów. To co najbardziej wbija się w pamięć, niezbyt przyjemnie niestety to stinky tofu. Nazwa mówi sama za siebie, idąc ulicą na kilometr można wyczuć ze ktoś w okolicy sprzedaje właśnie ten specjał. Zapach jest odrzucający lecz chętnych do kupna tego wynalazku nie brakuje. Stinky tofu to tradycyjna potrawa z której Tajwańczycy są dumni. Na zapachu się nie kończy, jest jeszcze gorzej ze smakiem. Do zdecydowanie przyjemniejszych rzeczy należy bubble tea. Tajwan jest ojczyzną tego popularnego ostatnimi czasy w Polsce napoju. Uwielbiam ją, nie tylko ze względu na smak, ale także z sentymentu.

O czym powinny pamiętać osoby wybierające się na wolontariat zagraniczny?
Wybierając sie na wolontariat na pewno warto zrobić rozeznanie na temat kultury kraju docelowego. Warto wiedzieć co wolno, a czego robić nie wypada. Z taką wiedzą będzie nam łatwiej się zaaklimatyzować, a zarazem zostaniemy lepiej przyjęci przez mieszkańców. Warto również poświęcić wielu czasu, aby przygotować się merytorycznie do swojego wolontariatu. Rzeczą mile widzianą jest – przemyślenie co chcemy zrobić, osiągnąć podczas trwania wolontariatu. Da nam to większą pewność siebie, a zarazem pozwoli zaoszczędzić nerwowych przygotowań z dnia na dzień. (wiem to z autopsji.)

Dzięki wcześniejszemu przygotowaniu będziemy odbierani jako profesjonaliści, zrobimy zdecydowanie lepsze wrażenie i zyskamy uznanie tubylców. Oczywiście, nie należy zapominać o przyjemnościach. Zaplanujecie zwiedzanie, wycieczki, poszukajcie w Internecie miejsc które chcielibyście zobaczyć. W celu ustalenia planu naszych wycieczek warto skontaktować się z innymi wolontariuszami. To dobra opcja dla tych, którzy nie lubią podróżować w samotności.

Dziękuję za rozmowę.






2013-08-21 ,